Wyjeżdżaliśmy w nocy, albo nad ranem - sam nie wiem. Było jeszcze ciemno. Zegar na naszej parafialnej wieży wskazywał 4:00. Jechaliśmy ku wschodowi - tak w sensie geograficznym, czasowym, jak i duchowym. Każda pielgrzymka to trochę jak przejście, czyli pascha - z ciemności do światła, ze śmierci do życia. Każda podróż wymaga wysiłku wyrzeczenia, zaparcia się siebie. Wspólne wędrowanie wymaga jeszcze czegoś więcej. Wymaga uwagi i zauważenia obecności drugiego i Drugiego - tj. człowieka i Boga. Często nasze oczy są ślepe. Pan pokazuje nam swoje cuda, a my ich po prosty nie dostrzegamy. Cud drugiego człowieka, któremu mogę służyć - wychodząc ze swojego egoizmu, cud obecności Boga - Słowie, sakramentach, w człowieku i w pięknie. Czy Wasze oczy to wszystko widziały?
Czy Wasze oczy to wszystko zauważyły?

